Opublikowano Dodaj komentarz

Gdy weny jest za dużo i jednocześnie jej brak

Jak może być czegoś jednocześnie za dużo i brak?

Pewnie zdarzyło Ci się nie raz, że zacukałeś się w tekście nad którym pracowałeś, ale za to miałeś wysyp pomysłów na inne utwory. Często wtedy zaczynamy pisać kolejny tekst. W efekcie mamy zaczętych wiele tekstów i żadnego skończonego. Gdy długo się taki stan utrzymuje, to negatywnie wpływa na motywację.

Niektórym pasuje pisanie do szuflady. Spodziewam się, że wśród was, czyli czytelników bloga prowadzonego przez wydawnictwo to mniejszość. Pozostała większość z pewnością chce ukończyć swoje dzieła.

Często na taki problem można znaleźć rady typu:

Najpierw skończ jedno, a potem bierz się za kolejne.

Takie rady zdradzają niepełne zrozumienie idei Łańcucha Krytycznego. To tylko pół prawdy. Faktycznie łatwiej się odnaleźć rynku literackim, gdy co roku wydasz kolejną książkę, niż jak co 10 lat masz na raz 10 premier. To łatwo osiągnąć, gdy za kolejne zabierasz, gdy jedno skończysz. Jednak zdarza się, że nie możesz skupić się na pierwszym w kolejce dziele.

Czy wtedy źle zająć się innym tekstem?

Myślę, że lepiej napisać kolejny fragment w innego utworu, niż bezskutecznie próbować drgnąć z pierwszą w kolejce książką. Dobrze mieć uporządkowaną listę projektów nad którymi pracujesz. Domyślne siadając do pisania zajmujesz się pierwszym tekstem z listy. Gdy Ci nie idzie, przechodzisz do drugiego itd.

W czasie pisania długich form, takich jak powieści spokojnie wpadniesz na wiele pomysłów fabularnych. Jeśli chcesz zrealizować je wszystkie, to musisz dużo pomysłów upakować w jednym dziele. Dlatego gdy wpada Ci nowy pomysł sprawdź, czy nie da się go zharmonizować, z czymś nad czym już pracujesz.

Wiadomo. Pierwszy tekst na liście priorytetów jest zazwyczaj dość zaawansowany, więc trudno tam wkomponować nowe elementy. Jednak przy odpowiednio długiej liście pomysłów zazwyczaj znajdziesz coś, co uda się połączyć z nowym.

Przykłady:

  • Jeśli masz jakiś mglisty pomysł na romans i jakiś mglisty pomysł na powieść podróżniczą, to możesz zbudować połączoną narrację wokół wspólnej podróży kochanków, umieścić romans jako jedną z przygód podróżnika, albo w jakiejś części romansu wysłać kochanków na wycieczkę.
  • Jeśli masz pomysł na kilka scen bitewnych i pomysły na fragmenty świata fantasy, to co stoi na przeszkodzie, żeby postawić naprzeciw siebie armie trolli, krasnoludów, orków, smoków, elfów lub innych baśniowych stworów?
  • Poza tym, te 4 motywy można połączyć w jednym dziele. Od ćwierćwiecza wiemy, że w naszej kulturze jest możliwy romans między ogrami, a nawet mezalians Osła ze Smoczycą. Jeśli rozpoznałeś nawiązanie do Shreka, to wiesz, że te pary poznały się na polu bitwy. A pole bitwy raz jest tu, raz jest tam. Armie się przemieszczają, co tworzy miejsce na wątek podróżniczy.

Łączenie pomysłów ma tę zaletę, że zamiast zaczynać kolejny tekst rozwijasz już coś, nad czym już wcześniej się trudziłeś. Zamiast dodawania kolejnej pozycji do listy nieukończonych tekstów, zbliżasz się do ukończenia jednego ze swoich dzieł.

Inną zaletą łączenia pomysłów jest wprowadzenie pożądanej różnorodności w twórczości. Gdy próbujemy od zera budować narrację, to jest wysokie ryzyko, że wpadniemy w utarte schematy konwencji literackiej. Gdy próbujemy powiązać ze sobą kilka różnorodnych koncepcji, to stosujemy nietypowe rozwiązania. To zwraca uwagę czytelnika.

Jakie Ty masz sposoby na poskromienie swoich pomysłów?

Opublikowano Dodaj komentarz

Mity o spójnikach

Spójniki. Spotykamy się z nimi codziennie, często nawet nie zwracając na nie uwagi:

  • Przyczyna, więc skutek.
  • Działanie, bo uzasadnienie.
  • Jedno, drugie, trzecie i ostatnie
  • Opcja, albo inna opcja.
  • Racja, jednak też inna racja.
  • Coś, mimo że intuicja podpowiada nam coś innego.

Spójniki łączą kilka jednostek tekstowych w jedną całość. Pisarz musi się czasem z nimi świadomie zmierzyć. Nie pomagają pewne uproszczenia, które wielu z nas wynosi ze szkoły. W tym artykule zmierzymy się z nimi.

Mit 1. Przed większością spójników zawsze powinno stawiać się przecinek, a przed niektórymi (i, oraz) nigdy.

To użyteczna heurystyka, choć nie jest ona do końca prawdziwa. Spójniki rządzą się swoimi prawami, a przecinki swoimi prawami opisanymi tutaj. Spójniki łączą powiązane jednostki tekstowe, gdy przecinki m.in. oddzielają części składowe zdania. Faktycznie często właściwe miejsce dla przecinka znajdzie się bezpośrednio przed spójnikiem, a niemal nigdy za, ale nie można z tego robić uniwersalnej reguły.

Mit 2. Nie zaczynamy zdania o spójników.

Zwykle spójniki wkłada się je w zdaniu złożonym między części składowe, więc zazwyczaj są one gdzieś w środku zdania. Zdarza się jednak, że łączone części składowe są na tyle duże, albo specyficzny układ retoryczny sprawia (np. rozmowa), że zbudowanie z nich odpowiedniego zdania złożonego jest kłopotliwe.

Wtedy można rozbić części składowe wypowiedzi na kilka zdań (albo i większych jednostek tekstowych). W takiej sytuacji spójniki mogą być na początku zdania, co sygnalizuje, że dane zdanie nawiązuje do poprzednich zdań. Spójniki wówczas nie łączą części zdania, tylko łączą całe zdania, a nawet akapity.

Zostają jeszcze kwestie stylistyczne. Porównaj sobie konstrukcje:

Coś tam. Ale coś innego.Z jednej strony coś tam. Z drugiej strony natomiast coś innego.
– Dlaczego to zrobiłeś?
– Bo coś tam.
– Dlaczego to zrobiłeś?
– Zrobiłem to, gdyż coś tam.
Więc rekomenduję coś tam.Na podstawie przytoczonych wcześniej przesłanek rekomenduję coś tam.
Porównanie stylów

Wiele tutaj zależy od kontekstu:

  • Gdy Twoi bohaterzy piszą petycję do króla, raczej będą starali się zadbać o to, żeby pismo było piękne, nawet jeśli oznacza to zużycie nieco większej ilości atramentu.
  • W wypracowaniu maturalnym złożone konstrukcje zastępujące spójniki na początku zdania nadają testowi bardziej profesjonalny charakter, a przy okazji pomagają przekroczyć limit minimalnej długości tekstu. Myślę, że to jedna z przyczyn, dla których nauczyciele narzucają uczniom tą zasadę.
  • W nieformalnych sytuacjach, szczególnie gdy zależy nam bardziej na szybkim przekazaniu komunikatu, nie należy mnożyć słów. Lepiej przejść do stylu potocznego, który więcej wybacza.

Ważne, żeby zachować logikę wypowiedzi i zgodność stylu z charakterem postaci i sytuacji, w której się znajduje. Podobnie jak w poprzednim micie mamy do czynienia ze wskazówką pomagającą sprawnie tworzyć ładne wypowiedzi, ale nie stanowi ona bezwzględnej zasady. Co więcej kurczowe trzymanie się jej może niekiedy szkodzić komunikacji, a przecież to jest podstawowa funkcja języka.

Mit 3. „Lub” i „albo” nie są synonimami

Znów w tym przypadku mamy do czynienia z brakiem właściwego rozeznania.

W stylu potocznym jak najbardziej można używać zamiennie. Warto zauważyć, że nie ma dwóch takich słów, które miałyby dokładnie takie samo znaczenie, wiec nie są to swoje 100% odpowiedniki. Na przykład spójnik „albo” tworzy niemającą odpowiednika ze słowem „lub” konstrukcję:

albo jedno, albo drugie[, albo trzecie,...]

która oznacza, że tylko jeden z wymienionych wariantów jest dostępny.

Na bazie tej różnicy logicy w swoich opracowaniach często przyjmują zawężone definicję spójników, przyjmując, że „lub” odpowiada operatorowi alternatywy, a „albo” operatorowi ekskluzji. Dla innych spójników robią podobne przypisania. Jednak to nie oddaje pełnego charakteru tych słów. Przyjęcie tych zawężonych definicji w innych kontekstach może prowadzić do nieoczekiwanych skutków.

Na przykład spacerując z kimś można z oddali zauważyć coś ciekawego. W trakcie gdy mówi się o tym towarzyszom podróży można podejść bliżej i zobaczyć więcej szczegółów. W efekcie może powstać wypowiedź w stylu:

Patrz! Tam są grzyby, albo nawet borowiki.

To jest poprawny językowo komunikat. Interpretacja naturalna, uwzględniająca wszystkie niuanse nie zostawia wątpliwości, spacerujący po lesie rozmówca chce powiedzieć, że zobaczył borowiki.

Gdybyśmy chcieli interpretować spójnik „albo” jako operator ekskluzji, to musielibyśmy zinterpretować w ten sposób, że rozmówca chce powiedzieć, że właściwa jest jedna z opcji:

  1. zobaczył grzyby, ale nie zobaczył borowików.
  2. zobaczył borowiki, ale nie zobaczył grzybów.

Biorąc pod uwagę, fakt że borowik jest typem grzyba, to przy tym założeniu musimy przyjąć, że rozmówca chce powiedzieć, że zobaczył jakieś grzyby, ale na pewno nie są to borowiki.

Jeśli interpretujemy „albo” jako bliski synonim „lub”, czyli przyjmiemy, że mamy tu do czynienia z alternatywą, to katalog opcji interpretacyjnych jest nieco szerszy. Z analizy logicznej zdania będzie wynikało, że zobaczył grzyby, ale nie wiadomo, czy zobaczył borowiki, choć już interpretacja przynajmniej będzie to dopuszczała.

Zdarza się, że spójnik „lub” interpretuje się w sposób bliski ekskluzji – a więc rzekomo właściwy dla spójnika „albo”. W końcu gdy w odpowiedzi na pytanie o plany weekendowe, ktoś odpowiada, że pojedzie w Sudety lub na Mazury, to możemy śmiało założyć, że pojedzie tylko w jedno z tych miejsc.

Ogólnie trzeba uważać z przenoszeniem uproszczonych modeli logicznych na grunt języka. Spójniki mają swoje dodatkowe niuanse, które w modelach matematycznych nie są uwzględnione. Często równoważne pod względem logicznym zdania mają inny wydźwięk. Przykłady:

  • Szedłem w deszczu, więc zmokłem. =? Nie szedłem w deszczu lub zmokłem. =? Nie zmokłem, więc nie szedłem w deszczu.
  • Tomek i Zosia rozmawiali przez telefon. =? Tomek rozmawiał przez telefon i Zosia rozmawiała przez telefon.
  • Zosia wzięła ślub z Tomkiem i zaszła w ciążę =? Zosia zaszła w ciążę i wzięła ślub z Tomkiem.
  • Nigdy tego nie robię =? Zawsze to robię

Jakie wy dostrzegacie pułapki czyhające na piszących między spójnikami?

Opublikowano Dodaj komentarz

Spotkanie Autorskie z Renatą Minkus

Cieszymy się zapowiadając spotkanie autorskie online z autorką naszej książki March@ewka

Spotkanie odbędzie się w piątek 8.12.2023 na platformie Zoom. Spotkanie organizowane jest przez Ksiegarnię Polonijną w UK

Informacje szczegółowe i zapisy dostępne pod linkiem: https://www.facebook.com/events/1325424011414578/

Renata Minkus: March@ewka

40 

Co może powiedzieć dzieciom marchewka? Książka powstała z myślą o rodzicach, którzy chcą w kreatywny sposób opowiadać dzieciom o Panu Bogu nie lekceważąc stanu wiedzy naukowej. Dzięki dodatkowej formie scenariusza historia pozwala na aktywny udział w zadawaniu i odpowiadaniu na dziecięce pytania i świetnie nadaje się do wykorzystania na zajęciach tematycznych. Do książki są załączone…

Przejdź do strony książki

Na stanie (może być zamówiony)

SKU: 9788396181015
Category: ,
Opublikowano Dodaj komentarz

Autor Chrzestny w majówkowym klimacie

O książce …

„Modern Caribbean Rum” to wyczerpujące, głębokie zanurzenie w świecie mocnych alkoholi z trzciny cukrowej, skupiające się na miejscu pochodzenia rumu — na Karaibach. Liczący 850 stron i wzbogacony 950 ilustracjami, współczesny przewodnik po rumie i otaczającej go branży jest nieocenionym źródłem informacji zarówno dla entuzjastów, jak i profesjonalistów.

Część pierwsza to ogólny przegląd tematyki rumu: historii rumu, klasyfikacji rumu i błędnych przekonań dotyczących wysokoprocentowych alkoholi. Część druga to wnikliwe i szczegółowe zagłębienie w tajniki produkcji rumu. Kolejno omawiane są materiały do produkcji trunku, fermentacja, destylacja, dojrzewanie, mieszanie i nauka o smaku. Działalność biznesowa związana z rumem, w szczególności wiedza o obrocie hurtowym i o rumie czerpanym, oznaczenia geograficzne i przepisy krajowe i międzynarodowe, taryfy podatkowe i celne, subsydia, organizacje handlowe, marki rumu, stanowi materiał części trzeciej.

Ostatnia, czwarta część to 500 stron opowiadających o historii i profilach ponad siedemdziesięciu destylarni/producentów rumu z dwudziestu karaibskich regionów. Zajrzyj za kulisy i dowiedz się dokładnie, jak powstają kultowe style rumowe, w tym rum jamajski, kubański, rum z Barbadosu, Rum Demerara czy Rhum Agricole i wiele innych.

O jej odbiorze wśród profesjonalistów

Bardzo dobrze napisana, encyklopedyczna publikacja o rumie z Karaibów. I (także ze względu na rozmiar książki) WIELKA lektura! Polecany miłośnikom rumu.   
Carsten Vlierboom – dyrektor ds. rumu, E&A Scheer

Opisując rum, Matt Pietrek dotarł do sedna chyba każdej historii o alkoholu, który inspiruje tak wiele legend. Jego doświadczenie w połączeniu z wizją edytorską Carrie Smith przedstawia absolutnie zapierający dech w piersiach obraz świata karaibskiego rumu zarówno w słowach, jak i fotografiach. Wybierz się w podróż przez historię, biznes, mity i legendy i popłyń do celu, czując się jak znawca tematu. Dzięki ponad 70 różnym profilom destylarni możesz w mgnieniu oka zarezerwować wycieczkę do najwspanialszych producentów rumu.
Tara Nurin in „Forbes”

O autorach

Matt Pietrek jest znanym autorem branży spirytusowej, historykiem, konsultantem i maniakiem rumu. Najbardziej znany ze swoich stron internetowych Rum Wonk i Cocktail Wonk, ma wrodzoną zdolność wyjaśniania złożonych zagadnień w jasny i zwięzły sposób. Styl pisania Matta, „głęboko nurkujący” w przedmiot swoich badań, sprawił, że jego strona internetowa Cocktail Wonk stała się jednym z najbardziej wpływowych i szanowanych źródeł referencyjnych dla entuzjastów rumu w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Matt, były twórca oprogramowania informatycznego, jest także współautorem książek „Minimalist Tiki: A Cocktail Wonk Look at Classic Libations” i „Modern Tiki Vanguard”. Pełni również od 2019 roku funkcję Wysłannika Społeczności w Stowarzyszeniu Producentów Rumu i Napojów Alkoholowych Indii Zachodnich. Mieszka, pracuje i cieszy się wysokiej klasy alkoholami wraz ze swoją żoną i współautorką, Carrie Smith, oraz ich psem (Admirałem) Nelsonem w Nowym Orleanie, czasami nazywanym najbardziej wysuniętym na północ miastem na Karaibach.

Carrie Smith jest całym swoim sercem twórczynią: przestrzeni, projektów i pomysłów. Jej kreatywna wizja łączy całe wcześniejsze doświadczenie zawodowe, aby prowadzić Wonk Press, nowy model firmy wydawniczej, która współpracuje z niezależnymi autorami, aby ożywić projekty pasjonatów. Carrie jest autorką i redaktorką, artystką i projektantką, mentorką i liderem, a także wielokrotnie nagradzaną projektantką wnętrz, która uzyskała tytuł magistra w dziedzinie konserwacji architektury na Uniwersytecie Tulane. Ma słabość do dobrze wykonanego daiquiri Hemingwaya, najlepiej zrobionego z kubańskiego rumu.

Zaproszenie do przygody

autorchrzestny.pl/produkt/modern-caribbean-rum/

Opublikowano Dodaj komentarz

Ewangelia św. Mateusza, przekład Stanisława Murzynowskiego, reprint. Czyli z Judei przez Rotterdam, Królewiec, Warszawę, Olsztyn i Płock do rąk Autora Chrzestnego.

Reformacja na ziemiach polskich zaowocowała między innymi mnogością przekładów poszczególnych ksiąg biblijnych, Nowego Testamentu czy wreszcie całego Pisma. Była to realizacja fundamentalnego postulatu Lutra – powrotu do Słowa. Reakcją była również „pobudka” po stronie rzymskokatolickiej, gdzie pomimo upływu stuleci od chrztu władców Polski w łacińskim obrządku nadal nie dopracowano się polskiego Nowego Testamentu (a szkoda i dla nas, również z racji historii staropolszczyzny). W 1517 roku (a już na pewno w 1520) rozpoczęła się reformacja luterańska, a pierwszym krajem ewangelickim stały się Prusy Książęce, wchodzące jako lenno w skład Królestwa Polskiego.

Właśnie w Królewcu, stolicy kraju wieloetnicznego (niemieckojęzyczne mieszczaństwo czy ekskrzyżacy i koloniści, Sambowie czy Natangowie – zatem prawdziwi Prusowie, a nie późniejsi Prusacy, polscy Mazurzy na południu kraju, na północy zaś – Mała Litwa) wydano pierwszy polski drukowany Nowy Testament. Jeszcze w 1544 roku książę Albrecht nakazał swoim poddanym – Polakom czytanie Pisma we własnym języku. Był czas, kiedy w Prusach „Wschodnich” priorytetem była ewangelizacja, a nie germanizacja.
Odpowiedzią na potrzebę przekazania w owe polskie ręce świętych ksiąg było właśnie dzieło Stanisława Murzynowskiego: „TESTAMENT NOVVY ZVPEŁNY. Z Greckiego ięzyka na Polski przełożony i wykładem krotkiem obiaśniony. Wczym wszystkiem dokładano śię Laćińskiego i na kilka inszych ięzykow przełożenia i ktemu Starych i Nowych pisma świętego Doctorow. Przytem przydana iest nauka czytania i pisania ięzyka Polskiego ku tym kśięgam i inszem pożyteczna J Regestr naleźienia Ewangeljiei i Epistoły na niedźielę i święta insze przes rok i na wykład Mattheusza świętego”.

Całość została wydana w latach 1551 – 1553. Najpierw wydano Ewangelie, a następnie pozostałe księgi NT. Wydrukowane nakładem Jana Seklucjana, czy też bez latynizacji – Jana z Siekluk koło Radomia. Tłumacz studiował w Wittenberdze, wydawca – w Lipsku. Obydwaj schronili się na dworze Albrechta, bo brakowało jeszcze blisko pokolenia do konfederacji warszawskiej, a chociaż stosy nie płonęły łatwo jak na zachodzie, to praca kaznodziejska ewangelików mogła spotkać się z dotkliwymi reperkusjami. Wykształceni luteranie z wyboru sumienia posłużyli swoją pracą masom chłopstwa, które z dnia na dzień zostało konwertowane według zasady cuius regio, a i przedtem różnie bywało z prawdziwością i poprawnością ich oficjalnie już od wieków czystko katolickich, w ogóle chrześcijańskich przekonań.

Na marginesie można dodać, że pomimo techniki analogicznej do Gutenbergowskiej, przekład Ewangelii Mateusza autorstwa Murzynowskiego jest jednym z… pierwszych starodruków. Ten nieintuicyjny fakt wynika z formalnego podziału w historii poligrafii: druki do roku 1500 to inkunabuły (dosłownie „w powijakach”), kolejne półwiecze to paleotypy, a pomiędzy rokiem 1551 właśnie a 1800 mowa o starodrukach.

Należy również oddać należną zasługę autorom reprintu Ewangelii, uwiecznionego na zdjęciach. Zacytowanie całości informacji zamieszczonej na rewersie jednej ze stron tytułowych pozwoli przy okazji pokazać jak skomplikowany był to proces: „Reprint Ewangelii ukazał się w 460. rocznicę jej wydania. Inicjatorem wykonania reprintu był prof. dr hab. Jacek Olędzki (+2004), pracownik naukowy Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego, który w w 1997 roku doprowadził do sporządzenia kopii starodruku na płytach CD; dokonały tego panie: Elżbieta Bylinowa, kustosz dyplomowany w Gabinecie Starych Druków BUW oraz Marta Jankowska, informatyk w Pracowni Edukacji Komputerowej WGiSR UW. Staraniem pani Hanny Witt – Pasztowej obecne przedsięwzięcie edytorskie znalazło swój finał. Opracowanie prepress jest dziełem Jacka Czuryło. Makietę wydawniczą reprintu wykonał Zbigniew Chlewiński. Książkę wydrukowano i oprawiono w Olsztyńskich Zakładach Graficznych SA.”

Reprint wykonano w nakładzie jedynie 1000 egzemplarzy. Egzemplarz w naszym zbiorze posiada odręczną dedykację. Sam reprint jest też świadectwem historii Uniwersytetu Warszawskiego i jego Biblioteki. Na różnych stronach można znaleźć pieczęcie tejże z kolejnych okresów jej funkcjonowania.
https://autorchrzestny.pl/produkt/ewangelia-swietego-pana-jezusa-chrystusa-wedle-mateusza-swietego-przelozyl-stanislaw-murzynowski/

Opublikowano Dodaj komentarz

Autor Chrzestny w magicznym sezamie. Fotorelacja

Pora się przyznać, co tak wciągnęło Autora Chrzestnego, że się prawie nie udzielał w ostatnim tygodniu…

Dzisiaj się dzielimy kilkoma zdjęciami, już po świętach kilka nowych perełek, w tym starodruków i rękopisów trafi na stronę i będzie już dostępne dla zainteresowanych 🙂

Wiemy, bardzo przyjemnie wyglądająca ściana książek. Potem przybył jeszcze kolejny rząd z przodu. A do tego kolejny regał z dużą ilością drobnych ciekawostek. Ale najciekawsze perełki ostatnich dni są w innym sezamie. Od jednych z pierwszych wydań Kalwina po rękopisy z brewiarza z czasów kiedy Jen Hus jeszcze nie planował być księdzem…

Tymczasem, akurat na ten Tydzień: Oficjum liturgiczne na Wielki Tydzień wg Mszału i Brewiarza Rzymskiego, rok 1777. Na zdjęciach strona tytułowa i początek Męki Pańskiej wg Jana, próbka rycin zdobiących księgę.

Encyklopedia religii i etyki pod red. Hastingsa, edycja nowojorska, lata naste i dwudzieste ubiegłego wieku.

I jeszcze nieco klimatu ze środka dzieła

Podręcznik kaligrafii, obydwa tomy Lipsk 1923. dwieście lat życzymy książce i przyszłemu właścicielowi.

O, tu jeszcze smaczek z kart podręcznika:

Pełny tytuł kolejnej pozycji: TESTAMENT NOVVY ZVPEŁNY. Z Greckiego ięzyka na Polski przelożony / i wykładem krotkiem obiaśniony. Wczym wszystkiem dokładano śię Laćińskiego / i na kilka inszych ięzykow przełożenia / i ktemu Starych i Nowych pisma świętego Doctorow. Przytem przydana iest nauka czytania i pisania ięzyka Polskiego / ku tym kśięgam i inszem pożyteczna / J Regestr naleźienia Ewangeljiei i Epistoły na niedźielę i święta insze przes rok / i na wykład Mattheusza świętego.

Pierwszy polski przekład NT. Luterański, Królewiec w połowie XVI wieku (jak pięknie to brzmi, nie jakiś Kaliningrad). Tutaj reprint. Nawet pieczątka z biblioteki z czasów carskiej Warszawy się trafiła.

„Tekst bez kontekstu jest pretekstem”, zatem nie jest od rzeczy posłuchać co o Jezusie i Dwunastu, żydach praktykujących ma do powiedzenia inny żyd praktykujący, który uwierzył w Mesjasza. Kolejny kwiatek ekumeniczny: teogia autora – protestancka, a Seria Biblijna – Prymasowska.

Synod Wyznający, Barmen 1934. Światłość w ciemności świeci. Kolejna dekada wiele kosztowała uczestników, autorów, wydawców tej książki. Dobrze że byli.

Dobra Nowina

historia Dobrej Nowiny

historia historii Dobrej Nowiny

B.F. Westcott, 1881

Pierwszy z trzech tomów słownika języka greckiego, cała seria ukazała się w Lipsku w przeciągu dekady. Dwusetne urodziny już się zbliżają. Świadek (najbardziej skrupulatny z możliwych) historii dwóch języków.

Tak na koniec – od Adolfa von Harnacka…

… po szaty liturgiczne do mszy w rycie trydenckim. Piękna włoska robota z końca XIX wieku. Manipularz biały, jedwabny z haftem złotą nicią. Zwracają uwagę wykończenia poł manipularza i piękny krzyż, zdobiony ornamentami o symbolice eucharystycznej: kłosem pszenicy i kiścią winogron. Szata pięknie się zestarzała, ponad stuletni westyment może i dziś posłużyć podczas liturgii. Szwy oryginalne i w dobrym stanie, podobnie jak sam materiał. Pełna długość to 85 cm, natomiast w najszerszym miejscu mierzy 22 cm.

Więcej pozycji, oferty i licytacje już niebawem. Tymczasem Autor Chrzestny wyszedł z sezamu i wraca do swoich obowiązków.

Opublikowano Dodaj komentarz

Dietrich Bonhoeffer. 4 x 4

Człowiek, który zanegował tanią łaskę, chrześcijaństwo oziębłe i zobojętniałe, równie usystematyzowane, co martwe. Bóg nie oszczędził zaprowadzenia go na próbę, ale zbawił go ode złego. Pastor, stojąc naprzeciw Trzeciej Rzeszy i uległego jej instytucjonalnego Kościoła, wyznał Jezusa przed braćmi i przed nieprzyjaciółmi. Jego sumienie (intelekt i zmysł moralny) nie pozwoliły mu zapomnieć o Starym Przymierzu i o jego Ludzie. Niestety większość niemieckich ewangelików uległa pokusie zamknięcia oczu na dramat nielicznych i cichego przyzwolenia na wycięcie trzech czwartych Biblii.

Proroka czasem niewygodnie słuchać. Ale jego życie i pisma budzą, a nawet nieprzyjemna pobudka jest koniecznym warunkiem do przeżycia dnia wartego przeżycia. Jedni mówią, że swoim „niereligijnym chrześcijaństwem” rozpoczął historię „teologii śmierci Boga”. Drudzy widzą w nim sprawiedliwego pośród narodu niemieckiego tamtych dni, nadzieję teologii konfesyjnej. Jeszcze przed tymi interpretacjami należy podkreślić fakt fundamentalny: luterański męczennik umarł jak żył, świadcząc o wartości i cenie Odkupienia, którego udzielił mu Bóg.

Opublikowano Dodaj komentarz

Autor Chrzestny w obliczu herezji.

Po konferencji naukowej na EWST myśli i informacji kilka.

Fotorelacja z konferencji „Oblicza herezji” EWST, 21 marca 2023 r.

Było warto. Dziękujemy EWST, Prelegentom i studentom z KN „Derech”. Z przyjemnością podzielimy się kilkoma refleksjami po konferencji 😊

Herezja niejedno ma imię. Jak się okazuje – apokatastaza też. Wziąć dla siebie część prawdy, choćby tak miłą sercu jak wersety o powszechnej woli zbawczej Boga, zrobić z niej prawo duchowej fizyki i skończyć na tym dyskusję, to zły pomysł. Nie jest lepiej równie wybiórczo wyciągnąć z Pisma wersety o sercu faraona i uprzeć się, że Bóg stara się kogoś potępić… Tylko, że ani ortodoksja prawosławna (i wspominany podczas prelekcji śp. prof. Hryniewicz) nie szła w taki „uniwersalizm”, ani ortodoksja reformowana nie szła w taki „dualizm”. Tymczasem zarzuty tego rodzaju w przestrzeni „ekumenicznej” maja się dobrze. Momentami lepiej niż sam ekumenizm. Słuchanie i rzetelne zrozumienie jest początkiem rozmowy.

A jak już jesteśmy przy liczbie mnogiej „ortodoksji”, to kolejny zestaw pytań i inspiracji do pogłębienia rozumienia chrześcijaństwa i Pisma dotyczył ciągłości ST i NT. Przez wiele wieków załatwiano temat osądem moralnym oporu rabinicznego judaizmu. A może jednak zasłona, o której pisze Paweł, to nie wcielenie złej woli, a wierność rozumieniu Tory z zaufaniem przejętemu od ojców w wierze. Subiektywnie i szczerze – najlepszemu możliwemu. Bo przeskok od „jeżeli chcesz, zachowasz przykazania” do „prawo jest tylko nauczycielem uczącym o mocy grzechu” jest ogromny. Może jeszcze większy jest przeskok od ofiary z baranka do Ofiary z Baranka… Łatwiej poznać naukę NT i zobaczyć, że ST ku niej zmierza, niż znać ST jako zamkniętą całość i przyjąć, że NT jest jej dopełnieniem i wyjaśnieniem?

A to pokłosie pierwszej godziny konferencji i referatów profesorów Wojciecha Szczerby i Piotra Lorka. Każde kolejne wystąpienie zasługuje na publikację (ale o tym za chwilę). Prelegenci klarowali bazę faktograficzną i równocześnie siali ziarna intelektualnego fermentu. Owocem konferencji jest lista pytań do zadania i książek do przeczytania. A skoro konferencja była teologiczna, a nie religioznawcza – cała gama poruszeń i pytań do przemodlenia.

Bez względu ma to czy  pytania i pierwsze refleksje uczestników są podobne do tych, które zrodziły się w głowie Autora, czy też zupełnie odmienne, to grzech podsuwać Czytelnikom kolejne sugestie. Szczególnie jeżeli zapoznanie się z którymś z referatów albo całą konferencją ma dopiero nastąpić. W szukaniu prawdy, jak najlepszego zrozumienia wiary i świata, zadawanie własnych pytań na własnej drodze bardzo pomaga. Zatem wystarczy już dzielenia się wrażeniami. Dla wszystkich, którzy nie mogli uczestniczyć w konferencji czy to we Wrocławiu czy online – nagranie z konferencji jest dostępne na FB EWST: https://fb.watch/jtakSWLaCO/

A Tobie, Szanowny Czytelniku, życzymy, aby Twoje pytania prowadziły Cię do twórczych i owocnych poszukiwań. Zapraszamy do podzielenia się nimi z „Derechem” i z Autorem: https://www.facebook.com/AutorChrzestny

Jeszcze jedna dobra wiadomość od Koła Naukowego i Autora, szczególnie dla tych którzy bardziej lubią czytać niż słuchać: w maju opublikujemy e-book „Oblicza herezji”.

Opublikowano Dodaj komentarz

Herezje i herezje. Przed konferencją naukową 21.03.2023

Która herezja jest przez małe „h”, a gdzie już przez wielkie „H”? Ewangelikalni, ewangelicy, rzymscy katolicy, prawosławni wyznają to samo apostolskie Credo. W imię czego zatem separacja w liturgii pomiędzy chrześcijanami nie jest mniejsza niż między nimi a antytrynitarzami? Żaden Kościół chrześcijański nie uznaje „realnej nieobecności” Chrystusa w Jego Wieczerzy (i Zwingli nie był aż takim diabłem, jak go Luter malował…). Problem w tym, że to samo dotyczy powszechnej niezgody co do rozumienia Obecności, społeczności ze Zbawicielem. Samo słowo „sakrament” jest powodem podejrzliwości. Tak samo „pamiątka”. Ustanowienie, mające być widocznym znakiem i skutecznym środkiem jedności Głowy z Ciałem i wszystkich części Ciała wzajemnie – jest jaskrawym przykładem rozbicia.

Ile ma wspólnego biblijne pojęcie „schizmy” i „herezji” z użyciem tych słów przez teologów systematycznych wszelakich szkół? W grece czasów nowotestamentowych, Józef Flawiusz pisał o „herezjach” faryzeuszy, saduceuszy, esseńczyków. Po prostu o stronnictwach teologicznych, należących do jednego Ludu wybranego przez jednego Boga. Do czasu tak postrzegano i „herezję” Rabbiego z Nazaretu. Apostolski Kościół uczestniczył – do czasu – w życiu modlitewnym Świątyni, ale już nie w jej ofiarach. Był więc bliżej niż społeczności pustyni, które zanegowały kult w Jeruzalem. Jedni Izraelici oczekiwali tryumfującego Mesjasza – Syna Dawida. Drudzy cierpiącego sługi Pańskiego, Mesjasza – Syna Józefa. Jeszcze inni dwóch Mesjaszy. Nazarejczycy, dopiero potem przez pogan nazwani (obelżywie) chrześcijanami, mówili, że Jezus jest i jednym, i drugim.

Kiedy skończyło się judeochrześcijaństwo, a zaczęły judaizm i chrześcijaństwo? W Ewangeliach splot jest nie do rozsupłania, potem giną Szczepan i Jakub. Jeszcze za życia brata tego ostatniego, Jana, modlitwa błogosławieństw została poszerzona o klątwę na wyznawców Jezusa, dobitną bardziej niż ta skierowana przeciwko poganom. W ciągu pokolenia nastąpiła też absolutna zmiana w postrzeganiu Świątyni przez chrześcijan – w roku 70. wyszli z miasta i wybrali proroctwo Jezusa oraz życie. Religioznawca niewierzący powie, że nastąpiła zmiana doktryny. Wierzący, że nastąpiło uświadomienie konsekwencji doktryny od początku wyznawanej. Rozwój teologii przednicejskiej to zmiana formy doktryny już zawartej w Pismach i tradycji (Tradycji?) czy losowa selekcja na rynku idei i ksiąg? Stanowisko naukowe jest dyktowane światopoglądem, czy światopogląd jest umocowany w znajomości i zrozumieniu faktów? Doktryna Newmana jest „dobra na wszystko”, „do niczego”, czy „do poprawki”?

Czy w dobie niedefiniowanego ekumenizmu jest w ogóle miejsce na pojęcia ortodoksji i herezji w debacie naukowej? Na pewno dobrym miejscem na zadanie tych pytań jest konferencja naukowa organizowana przez Koło Naukowo-Dydaktyczne EWST „Derech” we wtorek po niedzieli pasyjnej radosnej (?) albo pierwszy dzień wiosny, kiedy to rodzimowiercy i dzieciaki ze szkół topią Marzannnę (albo wykazują heretycki stosunek do obowiązku szkolnego, potocznie zwany wagarami), czy według kalendarza astronomicznego – po prostu 21 marca. Astronomicznego, a nie świeckiego – wszak co to za świeckość, skoro mówimy o roku 2023 – od urodzenia Chrystusa. Kolejne informacje, w tym o dostępie online i harmonogramie, już niebawem.

Opublikowano Dodaj komentarz

Adwent, Pieśń, Kairos

Książka Kamila Basińskiego „Ty, który miliony gwiazd zapaliłeś” o pieśni o tym samym tytule wpisuje się w twórczą i motywującą zadumę, która towarzyszy czasowi adwentu. Pieśń zbudowana jest z pięciu strof tak, że pierwsza i piąta zwrotka tworzą oś teologiczną. Natomiast druga, trzecia i czwarta zwrotka tworzą oś antropologiczną. Warto podkreślić, że adwent w szczególny sposób prowadzi do punktu styku tych osi – kairosu –  mistycznego czasu spotkania Boga i człowieka.

Jako wydawca książki, ale i student teologii, chciałbym również się z Wami podzielić moimi teologiczno-filozoficznymi refleksjami bazującymi na  tej Pieśni.

Koncentryczny układ wraz z okalającym wątkiem teologicznym pozwala mi na podwójne ujęcie pieśni: Pierwsze: obecność Boga poza człowiekiem oraz drugie: obecność Boga w człowieku. Używam tu słowa obecność, ponieważ takie jest znaczenie greckiego terminu parousia, które znamy jako paruzja. Spróbuję odnieść treść tej Pieśni do radosnego oczekiwania na obecność Pana.

Pierwsza zwrotka zaczyna się od apostrofy do twórcy milionów gwiazd – powiemy, że do Boga. Jednak jest to zwrot nie wprost. Zakładam, że tak jest. Sugeruje nam to wielkie TY na okładce.

Poznajmy świat, który przedstawia nam Pieśń: Niebo rozświetlone jest milionami gwiazd, a przecież ludzkie nieuzbrojone oko dostrzeże ich raptem kilka tysięcy. O milionach gwiazd wiemy dzięki ludzkiej wyobraźni i nauce. Podmiot liryczny jest nam współczesny.

Panuje noc. Dość głęboka noc. Ograniczone światło lub jego brak i totalny mrok. Nie ma nawet księżyca – bo ten oświetla niemałą część nieba. W takich warunkach ciężko się poruszać. Bezchmurne noce są chłodne, a te zimowe bywają mroźne. Tak wyobrażam sobie sytuację podmiotu lirycznego.

W tym momencie pojawia się w nim pragnienie wiary. Płomień wiary odpowiada światłu lampy, która dostarcza ciepła i bezpieczeństwa, by spokojnie przeżyć noc. Post tenebras lux (po ciemności światłość). Tę wiarę wzbudza Bóg.

Światło wiary nie tylko oświeca przestrzeń, ale przywodzi na myśl ciepło. Symbolicznie daje ono odczuć bezpieczeństwo i bliskość drugiego człowieka, gdy ten jest obok. Światło nie pozwala nam pozostać samotnymi.

Wiara pozwala nam się zorientować w czasoprzestrzeni materialnej i duchowej, daje nam wytchnienie i wsparcie poprzez obecności Boga w drugim człowieku. To właśnie światło Bożej obecności strzeże i chroni, a nasze życie jest w Jego rękach (Ps 31).

Pamiętam nocne warty, gdy byłem w harcerstwie. Samotne stróżowanie uwalnia absolutną czujność i wyzwala strach przed nieznanym, przed zaskoczeniem. Obecność drugiej osoby praktycznie odsuwa ten strach na bok. Świadomość, że ktoś jest obok uspokaja nawet gdy zagraża niebezpieczeństwo.

Być obok – mieć siebie, to prawdziwa wartość. Tego się możemy uczyć z pierwszej zwrotki. Bóg, wzbudza wiarę, byśmy nie popadli w paraliż wskutek strachu przed tym, co nieznane, co niespodziewane, co może nas zaskoczyć, na co nie jesteśmy gotowi, ale umieli stawić temu czoło.

Druga strofa zaczyna się od dziękczynienia, i tak przez trzecią i czwartą zwrotkę. Ciemność, która pojawia się wraz z zachodem słońca nie jest zła. To naturalny porządek rzeczy. Ten dzień był również darem, przyjmujmy go w całości: dobro i zło (Hi 2,10b),
(1 Tes 5:16-18).

To pozostanie niezrozumiałe. I niech takie będzie. Wszystko ostatecznie ma sens; musi mieć znaczenie. Nawet gdy nie znamy go w danym momencie. Nie pozwólmy sobie na przekreślenie naszego doświadczenia, niezależnie jak bolesne i trudne by ono nie było. Nierzadko wiele czasu upływa zanim odkryjemy mądrość płynącą z trudnych doświadczeń.

Bądźmy dla siebie samych cierpliwi i wyrozumiali. Pozostawmy przestrzeń na brak odpowiedzi „już”. Ta cisza to doskonałe warunki dla działania Bożego. To, co nieznane może zacząć na nas oddziaływać terapeutycznie.

Wdzięczność to postawa, która czyni człowieka żywym, gotowym do działania, pozwala przemóc lęk, strach i niepokój, troskę. Spełnia troskę o własny byt. Ona jest kluczem do pojednania i pójścia na przód.

Pójdźmy dalej, czy światło i ciepło, również empatia we mnie nie zgasną jak ten dzień? Co jest źródłem zniechęcenia, powodem obojętności? Intuicyjnie czujemy, że nie chcemy „zlać” się z nocnym mrokiem, który również kojarzy się z zimnem. Nie chcemy się zatracić w ciemności grzechu i zła, w znieczuleniu. Ani też nie chcemy iść spać niepojednani (Ef 4,26-27).

Duchowa noc pochłonie nas, chyba że Bóg zapali światła w naszych sercach. Duch Święty wie o tym, więc uprzedza nas i możemy prosić Tego który jest Światłem, by zachował nas przy swoim Słowie i przez Nie.

Musimy nieustannie pozostawać świadomi tego, co zaniedbaliśmy, zarówno słowami jak i czynami. Zło słów i rąk musi być zadość uczynione. Wyznaniu temu towarzyszy nadzieja, że kolejny dzień będzie lepszy, a my staniemy się dojrzalsi. Pociesza nas myśl, że [T]en, który rozpoczął w was dobre dzieło, dokończy go [..] (Flp 1,6). Zasypiamy z taką nadzieję i z nią się budzimy.

Trzecia, środkowa zwrotka – to centralny dla mnie moment pieśni – radość. Radość życia to bardzo ceniony motyw w teologii duńskiej, jest ważna w teologii ewangelickiej. Jej również udziela nam Bóg. Radość. Obecność radości w naszych sercach jest konsekwencją pojednania z Bogiem.

Choć bardzo często używamy słowa Radość, jest ona problematyczna dla chrześcijan. Historia chrześcijaństwa nie ukazuje radości jako  lejtmotywu życia.

Nasz trud i wysiłek Bóg przemienia w radość, czyli emocjonalny wyraz odważnego TAK dla własnego, prawdziwego istnienia. To postawa afirmatywna dla pełnego życia ze wszystkimi wartościami. Nasze życie ma znaczenie i warto je wieść dobrze.

My, nasze doświadczenie, jest potrzebne Bogu i innym. Bez pojednania z Bogiem, sobą samym, innymi oraz Naturą – nie istnieje radość. Przeciwieństwem radości jest tchórzostwo, zamknięcie w sobie, lenistwo (acedia).

Radość znalazła swoje miejsce w liturgii. 3. Niedziela adwentu nosi nazwę gaudete co znaczy po łacinie radujcie się. Ta celebracja staje w środku adwentu – w połowie drogi do święta Narodzenia Pańskiego.

Ten, który rozjaśnia noc gwiazdami, rozpala płomień wiary, wlewa radość w serca, pozwala nam dostrzec owoc naszej pracy. Bez wątpienia Bóg działa w nas i przez nas. Jego obecność jest już wyczuwalna i namacalna. Już, ale jeszcze nie w pełni.

Analogia przenosi się na kolejne aktywności człowieka. Ta odwaga wiąże się z zaangażowaniem i wyzwaniem. Trud i ciężar – cierpienie to niezaprzeczalny element życia. Nie chcemy lekceważyć cierpienia, ani go odrzucać, chcemy je odpowiednio przeżyć – to dźwiganie swojego krzyża, który dla chrześcijanek i chrześcijan powinien być rozumiany raczej jako wyzwanie niż trud – wyzwanie hartuje, a ciężar ma dość negatywną konotację. Tak się może stać, gdy zaufamy słowom z 1 Kor 10,13:

Bóg jednak jest wierny; On nie dopuści, aby was próbowano ponad to, co jesteście w stanie znieść, ale wraz z próbą uczyni i wyjście, abyście mogli przetrwać.

Co dobre dla nas jest, Ty tylko wiesz. To zdanie wyraża głębokie przekonanie, że nasza ocena rzeczywistości może być omylna, błędna. Oddanie się w ręce Boga, otwiera nas na możliwość rozpoznania dobra, które nas spotyka, które jest naszym udziałem. Tak wyrażona zależność od Boga jest prośbą o dar wiary.

Dziękuję za ludzi – to ostatnia zwrotka skoncentrowana antropologicznie – w społeczeństwie, w zgromadzeniu (np. eklezjalnym) Bóg się nam objawia bezpośrednio – w drugim człowieku. Poza wdzięcznością okazaną Bogu, nie zapominamy o tych, dzięki którym otrzymaliśmy pomoc. Człowiek nie jest tylko pionkiem albo marionetką. Ma swoją podmiotowość i powołanie.

Każde nabożeństwo uczy nas zależności; siła, którą jesteśmy wsparci przez przyjaciół i bliskich nam ludzi jest siłą samego Boga. Nie chcemy być dłużni za okazaną pomoc (Rz 13,8), więc wyrażamy pragnienie wyciągania pomocnej dłoni każdego dnia. Obecność Boga nie jest więc tylko intelektualnym przekonaniem, czy prywatnym doświadczeniem, ani mistycznym lub subiektywnym uniesieniem. Przeciwnie jest to bliska, namacalna, prawdziwie realna relacja z innymi osobami. Zaangażowanie w chrześcijańskie orędzie wypełnia nasze powołanie. Bóg jest wtedy najbliższy. Rozpoznajemy Boga w Jego stworzeniu. W drugim człowieku niezależnie czy jest to krewny czy całkowicie obca osoba oraz w Naturze: zarówno tej pięknej jak i tej brutalnej, krwawej, morderczej.

a czwarta zwrotka analogicznie do wcześniejszych przerzuca doświadczenie z Bogiem na drugiego człowieka. Nie chcemy pozostawić innych w samotności – ponieważ Bóg nas nie opuścił. Chcemy stawać się dla innych wsparciem, ponieważ Bóg okazał nam wsparcie, itd. Daję, ponieważ zostałem obdarowany. Respondeo etsi mutabor – odpowiadam Bogu, żebym został przemieniony.

Noc staje się jasna od światła Stwórcy i Zbawcy. Nasze chrześcijańskie powołanie jest bardziej zrozumiałe. Jeżeli Bóg wzbudził we mnie wiarę, ta wiara jest czynna w miłości, generuje zaangażowanie w życie.

Piąta zwrotka w końcu odkrywa adresata, do którego jest kierowana cała Pieśń. Ojciec, który strzeże i chroni. Podmiot liryczny jest przekonany, że On zachowa swój blask w tym mrocznym świecie. Wszechobecne zło nie może przemóc światłości. Dlaczego zaimek „Ty” zostaje zastąpione rzeczownikiem „Ojciec”? Może przekonanie o absolutnym obrońcy człowieka przed zniszczeniem i samozatraceniem? O ostatecznym zwycięstwie dobra?

Ostatni wers załamuje nieco optymistyczny wydźwięk całej Pieśni. Po pierwszej i drugiej wojnie światowej wzrosła świadomość zła, może dlatego, że większość z naszych przodków była przez nie dotknięta. To doświadczenie załamało pozytywistyczny obraz świata. Prawda o radykalnym złu w świecie zdumiewa. Ono jak dżuma oblega świat (A. Camus). Powszechna świadomość zła powinna niwelować postawę fundamentalistyczną. Niestety tak się nie dzieje. To dramatyczna wiadomość.

Trzy środkowe zwrotki można bardzo dobrze ocenzurować z chrześcijańskich wartości. Zeświecczyć etykę sprzężoną z teologią poprzez odrzucenie teologii i Boga jako stwórcy i zasady moralnej. Pieśń ta wychodzi radykalnie naprzeciw takiemu stanowisku. Bóg jest zarówno stwórcą świata i normą postępowania. Tylko tak możemy w pełni doświadczyć siebie, innych i radować się życiem. Niech treść tej Pieśni stanie się promieniem światła w mrokach naszego serca.